Samolotem tylko dwa razy do roku – później zapłacisz myto

Ekoterroryzm przybiera różne chore formy walki z nieistniejącym problemem, co wielokrotnie można było usłyszeć z ust naukowców, choć emerytowanych, ale tylko oni nie boją się mówić prawdy o klimatycznym kłamstwie.
Tym razem tzw. ekolodzy chcą opodatkować pasażerów samolotów, o ile będą mieli fantazję skorzystać z usług któregoś z przewoźników więcej, niż dwa razy w roku, co ma być dobre dla planety.
Tu mój komentarz, bo skąd planeta będzie wiedzieć, że lecę trzeci raz, ale zapłaciłem podatek, żeby ona czuła się lepiej? Nawiasem mówiąc, sam podatek, jaki wliczy się do mojego biletu lotniczego, nie zmieni nic, bo ten samolot nadal będzie wydalał tzw. gazy cieplarniane.
Żeby lepiej zrozumieć niechęć niektórych osób do propozycji, należy zwrócić uwagę, że lotnictwo odpowiada rocznie jedynie za 2,5% emisji gazów cieplarnianych. Co jeszcze ciekawsze, a wynika również z danych Our World In Data, co uważam za wynik zmanipulowany, bo 90% ludności świata, ma brzydzić się samolotami i tymi nie latać nawet raz w roku.
Z opracowania Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), które zrzesza tylko 290 przewoźników, więc bez linii małych i lokalnych, w 2024 roku podróże samolotowe odbyło ponad 4,7 miliarda osób. W roku 2023 na świecie żyło natomiast, a to dane oficjalne 8,062 miliarda ludzi.
Wróćmy jednak do propozycji, a ta znaleźć się ma wkrótce na forum Unii Europejskiej, chociaż zaproponowana została przez Brytyjski Komitet ds. Zmian Klimatu. W tej stwierdzono natomiast, że wciąż powinniśmy mieć możliwość swobody podróżowania samolotem, ale dwa razy w roku bez dodatkowych opłat za zanieczyszczanie atmosfery. Wg Komitetu, zasada opodatkowania trzeciego i każdego następnego lotu „zniechęcić ma bogatych ludzi do podróżowania za granicę”.
W tej sprawie wypowiedział się na antenie radia News Talk analityk ds. klimatycznych, który jest zdania, że pomysł ma zalety, ale nie jest pozbawiony jednocześnie wad.
Oisín Coughlan uważa:
– Jeśli chcemy żyć w ramach limitów emisji dwutlenku węgla i ograniczyć załamanie klimatu, będziemy musieli ograniczyć liczbę lotów w ciągu najbliższej dekady lub dwóch. Ale musimy to zrobić uczciwie, dlatego ekolodzy mówią o zasadzie „zanieczyszczający płaci”. Więc jeśli zanieczyszczasz środowisko, powinieneś zapłacić podatek, aby do tego zniechęcić i zebrać pieniądze na lepsze alternatywy.
Coughlan twierdzi nie bez racji, że propozycja powinna wcześniej uzyskać poparcie społeczne, aby nie okazało się, iż zostanie szeroko oprotestowana, ale nie może mieć też wpływu na osoby, które latają samolotami od czasu do czasu.
Oisín Coughlan dodaje:
– Z biegiem czasu zdaliśmy sobie sprawę, że musimy upewnić się, że będziemy to robić stopniowo. Bogaci płacą więcej, zwykli ludzie płacą mniej, a biedniejsze rodziny nie płacą wszystkiego. Najbardziej typowym przykładem jest to, że w przypadku jednego lub dwóch lotów nie byłoby podatku. Następnie za następny lot może zostać naliczona opłata w wysokości 50 euro, a potem będzie ona coraz wyższa – to opłata dla osób często podróżujących samolotem.
*
Propozycję już teraz można nazwać sprzeczną z interesami linii lotniczych, które wciąż mówią o rozwoju rynku lotniczego, a bardzo uprzykrzać będzie podróżowanie zwykłym mieszkańcom świata. Wyobraźmy sobie teoretyczną, choć prawdopodobną sytuację, iż mieszkając w Irlandii, udaliśmy się na letni wypoczynek samolotem do Hiszpanii. Tam spędziliśmy dwa tygodnie, wróciliśmy samolotem, aby podróż odbyła się sprawnie, za co nie naliczono nam żadnego podatku od spustoszeń ekologicznych planety, chociaż takich dokonaliśmy. Jednak po miesiącu okazuje się, że zmuszeni jesteśmy ponownie udać się w podróż, np. ze względów rodzinnych i za bilet do Polski zapłacimy nie 250 €, a będzie to z podatkiem od nadmiernego użycia samolotu już 300 €. Do tego droga powrotna może okazać się z tym nowym obciążeniem jeszcze droższa, więc wynieść zamiast 300 €, jak w przypadku trzeciego lotu i kosztować 350 €.
Kolejna kwestia, dlaczego osoba zarabiająca mniej ode mnie, zapłacić ma niższą daninę za ten sam i na tej samej trasie, a nawet siedząc obok mnie lot? Dlaczego bogatszy ma zapłacić więcej, choć będziemy lecieć tą samą linią do tego samego miasta?
Propozycja to nic innego, jak umocowane prawem wymuszenie rozbójnicze w celu wyłudzenia pieniędzy i takie jest moje zdanie.
Bogdan Feręc
Źr. NewsTalk