Na cłach Trumpa wygra chwilowo Musk

Ekonomiści nie pozostawiają złudzeń i mówią otwarcie, że w kategorii cła, nikt nie wygrywa, a są jedynie mniej lub bardziej poszkodowani, którzy i tak w ostateczności dochodzą do wniosku, że lepiej jest współpracować, rezygnując z dodatkowych opłat.

Te natomiast odbijają się bezpośrednio na klientach, bo muszą płacić wyższe ceny za produkt trafiający do ich rąk, czyli ma tu zastosowanie podstawowe prawo rynku, że produkt powinien charakteryzować się oprócz jakości atrakcyjną ceną. Co jednak warto pokazać, zaprzeczeniem tego może stać się, Tesla Elona Muska, bo ta chyba skorzysta na cłach, jakie na samochody, również te bezsensownie elektryczne wprowadza prezydent Donald Trump.

Spawa, ma swój początek już w początkach ubiegłego roku, kiedy miliarder w postaci Elona Muska, zaczął ostrzegać przed chińskimi producentami aut z segmentu elektrycznego, a powiedział, że amerykańscy producenci nie mają w starciu ze swoimi chińskimi odpowiednikami żadnych szans. Jakby spełnieniem marzeń Muska o zablokowaniu chińskich producentów samochodów na prąd stała się właśnie wojna celna, bo cła na produkty motoryzacyjne z Państwa Środka podniosły ich ceny, co z kolei zmienia cały układ amerykańskiego rynku motoryzacyjnego.

Nawiasem mówiąc, po grzbiecie dostaną też producenci samochodów z Europy, więc Audi, Mercedes, Volkswagen i BMW, nie będą już tak popularne, jak miało to miejsce do tej pory i konsumenci z USA, raczej postawią na rodzime modele. Te mogą być wkrótce tańsze od tych europejskich, czyli rachunek stanie się prosty.

Wróćmy jednak do samej Tesli, która może i traci w ostatnich tygodniach na wartości, ale powiedzmy sobie to otwarcie, że 25 proc. cła, to jednak poważny wzrost ceny detalicznej i klient dwa razy się zastanowi, czy kupić produkt z faktorii Elona Muska, czy też z chińskiego BYD. W styczniu 2024 roku Elon Musk jasno sugerował, a było to jeszcze za poprzedniej administracji Białego Domu, że największym konkurentem dla amerykańskich wytwórców są ci z Chin, jednak nic na tym nie zyskał. Koło fortuny zaczęło kręcić się w drugą stronę, kiedy skumał się z Donaldem Trumpem, a i musiało, choć to tylko moje przypuszczenia, dojść do jakiegoś układu.

Widać to było podczas kampanii wyborczej Donalda T., który otrzymał wyraźne wsparcie platformy X, a wtedy już jej właścicielem był Elon. Przed tym jednak Musk powiedział, że Chińczycy zniszczą cały rynek motoryzacyjny na świcie, a właściwie ten przejmą, o ile nie będzie ochrony w postaci ceł.

Na wyraźną niechęć właściciela Tesli mógł liczyć wówczas, jak i teraz producent BYD, bo to on jest potentatem rynku samochodów elektrycznych, więc wyraźnie wchodził w drogę Elonowi Muskowi. Już na jesieni ubiegłego roku było jasne, że BYD zdeklasował Teslę, a to rozwścieczyło Muska, chociaż może bardziej amerykańska sprzedaż aut firmy BYD, która przekroczyła 100 mld $. Co ciekawe, BYD wcale nie musiał stać się głównym chińskim graczem na rynku samochodów elektrycznych w USA, ale pomógł mu w tym nie kto inny, jak Warren Buffett, który dał swoje błogosławieństwo BYD-owi, co pozwoliło na początku tej chińskiej firmie zdeklasować rywali z Japonii. Następnie BYD-owe tsunami wyłącznie nabierało rozpędu i wyznaczyło sobie cel pokonania Tesli.

Ważne jest tu jednak, że Chińczycy nie zostali ulubionym wyborem na amerykańskim rynku samochodów elektrycznych i hybrydowych wyłącznie ze względu na cenę, a powielili sprawdzony już z Europy scenariusz. Otóż za tę samą, a często niższą, dawali możliwość zakupu samochodów z bogatszym wyposażeniem, a na dodatek, które były chyba, co najważniejsze w przypadku „elektryków” z większym zasięgiem na jednym ładowaniu.

Obecnie wprowadzane cła, jakie proponuje na auta elektryczne Trump, są niczym innym, jak prezentem rzucanym na kwiecisty dywan pod stopami Elona Muska, a to on ma swoje największe fabryki w Teksasie i Kalifornii, więc na amerykańskim rynku stanie się niekwestionowanym zwycięzcą. Oczywiście wszystko może się jeszcze odwrócić, a wystarczy spojrzeć na Tajwan, który po zapowiedziach Białego Domu o wprowadzeniu ceł, postanowił zainwestować w budowanie fabryk w Stanach.

Jeżeli tą samą drogą pójdzie chiński BYD, sytuacja Tesli ponownie może ulec zmianie, a tylko dlatego, że chińska technologia wypracowała całkiem inny model produkcyjny, co pozwala jej na minimalizację kosztów. Już kiedyś mówiłem, że tak dzieje się w przemyśle stoczniowym, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by w tej wersji powstawały fabryki BYD, ale w USA.

Co ciekawe, Donald Trump może w ten sposób wyhodować żmiję na własnej piersi, bo Chińczycy jednak umieją i to bardzo szybko, odnaleźć się w nowej rzeczywistości ekonomicznej, czyli wymyślą coś, co nawet na amerykańskim rynku bić będzie na głowę rodzimy przemysł samochodowy z USA. Są to akurat zabiegi bardzo proste, więc wystarczy, kłóć w oczy klientów nieistotnymi z punktu widzenia ekonomicznego dodatkami, aby szala przesunęła się na korzyść wchodzącego dopiero na rynek.

Tym samym importowane samochody, niezależnie od tego, czy są elektrycznymi lub z silnikami tradycyjnymi, więc zasilanymi węglowodorami, nie będą już miały ceny wyższej po tym zabiegu od 5000 do 15 000 dolarów, a przynajmniej zrównają się z amerykańskimi. Do tego dodajmy bogatsze wyposażenie i Tesla, a nawet General Motors zostają w tyle. Proste?

Jednak do chwili, gdy Musk i jego Tesla będzie działać w rzeczywistości Donalda Trumpa, może liczyć na spore dochody i pozostanie przez kilka lat na szczycie, więc niezależnie od wahań cen akcji na giełdach, i tak przynosić będzie potężne zyski właścicielowi.

Niestety w tej całej sytuacji jest jeszcze jeden szczegół, a właśnie ów będzie wpływał na amerykański rynek samochodowy, bo cła nie są jednostronne. Rządy państw dotknięte cłami na swoje auta, już podjęły rękawicę rzuconą przez Donalda Trumpa i nakładają ich własne obostrzenia celne. Oznacza to, że Chiny, Japonia i Europa, także dodatkowo opodatkują samochody produkowane w Stanach, co podniesie ich ceny na wymienionych rynkach. Z prostej kalkulacji będzie wówczas wynikać, że staną się mniej popularne pod względem kosztu zakupów i ewentualnych napraw, więc cena będzie elementem odstraszającym. Wówczas zmniejszy się sprzedaż amerykańskich samochodów na kilku kontynentach i Donald Trump…

Właśnie, co prezydent Trump powie amerykańskim producentom samochodów? Wtedy może stać się to, do czego 47. prezydent USA dąży, więc rozpoczną się negocjacje z poszczególnymi państwami. Cła doczekają się obniżek, a kolejka chętnych będzie się wydłużać, aby i ich produkty, obecne były na tamtejszym rynku.

W sumie to bardzo prosty plan, a i stawia odpór globalizacji, od której Trump też chce wyraźnie odejść.

Dla radia Deon w Chocago – Bogdan Feręc

Photo by Tesla Fans Schweiz on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Jedyny polityk z wie
Prof. Arkady Rzegoc
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.